Op. cit.,

Artykuły

Tagi: literatura

Zawód bez znieczulenia

16 stycznia 2012

Ignacy Strączek, Agnieszka Wójcińska

wójcińska1_ts

Od prawej: Agnieszka Wójcińska, Katarzyna Surmiak-Domańska i Jan Brykczyński, fot. Tadeusz Strączek


Trudno tu nie mówić o kosztach. Zgodziłabym się z Wojciechem Tochmanem, że reporter zawsze w jakiś sposób absorbuje historię. I tak jak mówi Irena Morawska, historia zaczyna płynąć w krwioobiegu i potem ją wyrzucasz w jakiś sposób przeżyty, przemyślany. To musi się wiązać z kosztami.

czytaj dalej >>

Tagi: animacja kultury

Afryka – Praga – Afryka

4 stycznia 2012

Marta Elas

Na warszawskiej Pradze swoje miejsce znalazło wiele inicjatyw kulturalnych i społecznych. Zeszłej jesieni pojawiła się kolejna, o odmiennym od dotychczasowych charakterze. Afryka Szkoła Ruchu i Tańca to miejsce poznawania kultur pozaeuropejskich, ale też przestrzeń, w której spotykają się osoby pochodzące z różnych stron świata.

czytaj dalej >>

Tagi: antroplogia codzienności

Panie, handel jest jak alkoholizm

3 stycznia 2012

Ignacy Strączek

Walka z nielegalnym handlem ulicznym nie sprowadza się oczywiście do pogoni za paryską estetyką. To przede wszystkim walka o ujarzmienie ciała, o miejskość, której filarem jest dyscyplina. Wykluczenie, o jakim tu mówimy, sprawi, że wymiana handlowa zostanie sprowadzona do dźwięku czytnika kodów kreskowych. Ten dźwięk da nam czystość zamiast Wschodu i rygor zamiast targowania się. Będzie jak w Rotterdamie i skończą się już wszystkie te opowieści.

czytaj dalej >>

Tagi: mniejszości

Znajomek mówi, że to jak film

3 stycznia 2012

Tadeusz Strączek

co tu_ts

fot. Tadeusz Strączek

W 2006 roku, po dziewięciu latach pobytu w Polsce, „Ciocia” nie zna jeszcze całego Nowego Światu. Większość czasu spędza w barze, w kuchni albo obsługując klientów. Nie ma czasu na przyjemności, boi się chodzić sama po Warszawie.

czytaj dalej >>

Notki

Warszawa, kawiarnie, restauracje. Teraz. Słyszałem jakiś czas temu historię o menadżerce pewnej popularnej kawiarni, jednej z tych, w których młodzi graficy w wielkich okularach, schowani za swoimi MacBookami, sączą podwójną latte i jedzą tiramisu. Otóż do owej kawiarni w słoneczną niedzielę weszło małżeństwo osiemdziesięciolatków. Menadżerka, rzuciwszy okiem na parę, mruknęła pod nosem: „Co to kurwa jest? Herbatka u cioci Jadzi?”.

Drugą historię opowiedziała mi właścicielka popularnego lokalu na warszawskiej Pradze. Otoczony rozsypującymi się kamienicami klub przyciągał od samego początku tłumy gości, głównie z drugiej strony Wisły, ale również nowych prażan – pracowników przemysłów kreatywnych, którzy osiedli w tej coraz modniejszej dzielnicy. Właścicielka wspominała, jak przyszła do niej grupka wyrośniętych dresiarzy z sąsiedztwa, którzy z potulnymi minami zapytali: „Proszę pani, co my mamy zrobić, żebyście nas wpuścili?”.

Miejskie lokale w swojej wyidealizowanej postaci są tyglami – miejscami, w których mieszają się obcy sobie, różni ludzie. Miejscami, w których nad kuflem piwa czy filiżanką kawy możemy spotkać Innego.

Jednak aby to spotkanie było możliwe, lokal musi odfiltrować tych Innych, których chcemy spotkać, od tych, którzy są dla nas zbyt Inni. Raz filtrem jest ostentacyjna w swojej represyjności selekcja, kiedy indziej wcale nie bardziej subtelne półsłówka czy wzgardliwe spojrzenie obsługi, jeszcze innym razem filtr okazuje się tak atrakcyjny, że sami odfiltrowani wracają, by pobrać instrukcje – co musimy zrobić, by nasza inność była dla was zrozumiała?
ck