Op. cit.,

Tagi: antropologia komunikacji | antropologia polityczna | etnografia internetu | wikileaks

Rewolucja w telewizji. Głos w sprawie WikiLeaks, reżyserii i sprawczości

4 lutego 2011

Piotr Cichocki, Agata Jałosińska

Jako autorzy artykułu Przedstawienie musi trwać. WikiLeaks, telewizyjni bohaterowie i politycy pozwolimy sobie podjąć dyskusję z tekstem Jacka Wajszczaka WikiLeaks to nie show, będącym krytyczną odpowiedzią na nasze tezy. Mamy nadzieję, że nasze argumenty, a może będąca ich następstwem debata, uświadomią nam znaczenie pojęć spektaklu, mediów i reżyserii w interesującym nas przypadku.

Najcięższy zarzut Wajszczaka dotyczy tego, iż nieświadomie zajęliśmy „pozycję po stronie władzy”. Autor nie zwrócił jednak uwagi na to, że władza państwowa „staje się raczej jednym z użytkowników, adresatem komunikatu podlegającym groźbie kompromitacji w społecznej grze”, co potwierdza cytowana w WikiLeaks to nie show wypowiedź Philipa J. Crowleya, który starał się dostosować do zasad szczerości i demokracji zmienionych przez sam portal. Można więc rzec, iż państwo nie jest tutaj siłą sprawczą (ani naszym ukrytym duchowym mecenasem), a medialny spektakl narzuca reguły, które starają się wykorzystać wszystkie strony sporu. Jest ich z pewnością znacznie więcej niż „władza” i „my”.

Terminu „masowy” używamy w tym i w poprzednim artykule w znaczeniu „trafiający do wielu odbiorców w identycznym kształcie”; termin „globalny” dotyczy procesów obejmujących skutkami ludzi w wielu lokalnych kontekstach kulturowych w skali całego świata.

Wajszczak daje przykład przewrotu w Tunezji (w międzyczasie wybuchła też rewolucja w Egipcie, do której nawiązują załączone materiały graficzne), zapominając o tym, że tego rodzaju ruchy społeczne coraz częściej (jeśli nie zawsze) opierają się na dynamice spektaklu i próbach uzyskania kontroli nad nim. Przykładem nam bliskim może być doskonale wyreżyserowana pomarańczowa rewolucja lub powtarzające się demonstracje w Mińsku, które wobec scentralizowanej władzy nad „reżyserią spektaklu” i środkami (masowego) przekazu, są skazane na medialną i, co za tym idzie, faktyczną porażkę (oczywiście w zasięgu nadawania białoruskiej telewizji). Bardziej skomplikowanym przykładem są protesty w Iranie w 2009 roku, podczas których przedstawianie rozgrywało się zarówno na poziomie państwowych mediów masowych, jak i w przestrzeni internetu. Niestety (piszemy „niestety” z pełnym przekonaniem, gdyż wolelibyśmy, by to „czysta” aktywność była tutaj jedyną siłą sprawczą) dynamika zaangażowania, zmian oraz rewolucji – również tych związanych z WikiLeaks – opiera się na medialnym doświadczeniu zapośredniczonym, dzięki któremu widzowie mogą stawać się uczestnikami. Spektakl i zaangażowanie nie są więc przeciwieństwami. Z tej samej epoki, co cytowany w WikiLeaks to nie show tekst Edwarda Stachury, pochodzi poemat Gila Scotta-Herona, który stwierdził, że „rewolucji nie będzie w telewizji”. Czas jednak pokazał, że bez telewizji i internetu żadna rewolucja nie może się dokonać, co zdaje się być współczesnym paradoksem.

Aktywiści WikiLeaks to ludzie niepodobni do nieszczęsnego, zdesperowanego sprzedawcy warzyw z Tunezji, którego samospalenie wywołało falę demonstracji. Wywodzą się z grupy intelektualistów, związanych na różne sposoby z metropoliami. Widać to dobrze na przykładzie rewolty w Egipcie, napędzanej siłą młodych, wykształconych bezrobotnych. Są to ludzie w dużej mierze związani z masową telewizją i globalnym internetem, zarówno jeśli patrzymy z perspektywy ich biografii i dzieciństwa, kiedy to media współkształtowały ich habitus, jak i teraźniejszych źródeł informacji i inspiracji. Wpływ mediów, o którym piszemy, poprzedza zaangażowanie – jest jednym z czynników decydujących o przyjęciu postawy aktywnej, pasywnej lub reaktywnej.

Analogia do tekstów Clifforda Geertza – zarówno Wiedzy lokalnej, do której my postanowiliśmy się odwołać, jak i Negary, wydającej się Wajszczakowi lepszym przykładem, nie dotyczy rekwizytów i postaci, ale raczej formy wszechogarniającego spektaklu, zmuszającego widzów / uczestników do różnego rodzaju zaangażowania. Kłóci się to w znacznym stopniu z linią jego krytyki. Dynamika udziału w spektaklu WikiLeaks nie jest jednoznaczna, a jej wyznacznikiem wydaje się istotnie granica pomiędzy aktywnością a biernością. W tym miejscu możemy tylko ponownie przywołać pojęcie ekonomii uwagi oraz fakt, że zaangażowanie jest tym, co chce od nas wydobyć nie tylko WikiLeaks, ale również wiele innych podmiotów, jak choćby mainstreamowe media, przedstawiające historię portalu.

Uważamy więc, że w dobie współczesnych mediów nie można zbywać roli przedstawiania, reżyserowania i konwergencji widowisk (chociażby w słusznej sprawie, jak to miało miejsce w przypadku WikiLeaks), i „po prostu” zaangażować się politycznie. Właśnie taka postawa kryje w sobie groźbę nieuświadomionego konformizmu.

W przypadku dyskusji dotyczącej antropologii mediów wydaje nam się konieczne odniesienie do uwag zaproponowanych przez Stuarta Halla, a na gruncie antropologii popularyzowanych m.in. przez Michaela Herzfelda. Hall postuluje, by w przypadku etnograficznych badań mediów mieć świadomość różnicy pomiędzy kontekstem tworzenia, dystrybucji oraz odbierania znaczeń i przekazów. Kolejna wskazówka odnosi się do tego, by w konsekwencji skupić się na wybranym fragmencie rzeczywistości. Jako autorzy dokonaliśmy takiego wyboru, koncentrując się przede wszystkim na inicjatorach projektu oraz na autorach zewnętrznych tekstów mówiących na ten temat.

Chociaż za niezwykle istotną uznajemy perspektywę odbiorcy medialnego widowiska WikiLeaks, sugerowany w tekście WikiLeaks to nie show przymus przyjęcia określonej optyki badawczej wydaje nam się niezwykle ryzykowny. Analiza stanowiska odbiorcy nie mogłaby się odbyć bez zwrócenia uwagi na to, co przedstawione zostało w tekście – reżyserii, gry bohaterami i negowania przez uczestników WikiLeaks dotychczasowych systemów dyplomacji i polityki, a także nieustannego i nigdy niezrealizowanego ostatecznie procesu spektakularyzacji. Otwartą kwestią (może wartą kolejnego tekstu?) jest przedstawienie, jak działanie WikiLeaks rozumieją widzowie oraz gdzie przebiega kulturowa granica pomiędzy biernością a zaangażowaniem. Niemniej jednak zawężanie pola badawczego w związku z zapotrzebowaniami politycznymi może wskazywać na innego rodzaju powiązania z władzą, która zdaje się znajdować w odmiennym i niespodziewanym miejscu.

Krytyka Wajszczaka opiera się, jak sądzimy, na zbyt szybkiej i zbyt pochopnej polityzacji naszego tekstu. Za Geertzem uważamy, że nie powinniśmy wyrzucać sobie od reakcjonistów czy populistów nad szybko zarysowanymi ideologicznymi granicami, gdyż nie jest to, według nas i – mamy nadzieję – według autora polemiki, celem antropologii kulturowej. Fakt, że możemy być zaangażowani politycznie, nie oznacza, że wolno nam zatracić naukową świadomość i uważność.

Opcity: Alexander Bard, Jan Söderqvist, Netokracja. Nowa elita władzy i życie po kapitalizmie; Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu. Rozważania o społeczeństwie spektaklu; Clifford Geertz, Wiedza lokalna oraz Negara. Państwo-teatr na Bali w XIX wieku; Anthony Giddens, Nowoczesność i tożsamość. „Ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności; Stuart Hall, Culture, media, language; Michael Herzfeld, Antropologia. Praktykowanie teorii w kulturze i społeczeństwie; Henry Jenkins, Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów; Gil Scott-Heron, Pieces of a Man; Dominic Strinati, Wprowadzenie do kultury popularnej.

Ilustracje do artykułu pochodzą ze strony english.aljazeera.net:
Syryjczycy przyglądają się egipskiej rewolcie
Twarz egipskiej rewolucji, Mohamed El Baradei.

Piotr Cichocki - antropolog, zajmujący się procesami społecznymi dotyczącymi nowych mediów, muzyk, ur. 1981 r.

Agata Jałosińska - studentka IEIAK, bada relacje władzy i metody dystrybucji wiedzy w ruchu open source, ur. 1986 r.

Twój komentarz